Pierwsza zasada idealnej studentki: nigdy nie inwestować uczuć w ryzykowne aktywa. Czyli w facetów.
Ja, Briar Adams, złamałam tę zasadę i słono za to zapłaciłam, kiedy zobaczyłam goły tyłek swojego chłopaka na tylnym siedzeniu jego pickupa. (Spoiler: dziewczyna pod nim nie była mną)
Plan zemsty dojrzał natychmiast i był matematycznie bez zarzutu. Krok pierwszy: znaleźć takiego samego towarzysza niedoli (najlepiej z obłędnie niebieskimi oczami i szerokimi ramionami). Krok drugi: zawrzeć układ o udawany związek, żeby nasi byli gryźli się z zazdrości. Krok trzeci: kiedy zdrajcy przyczołgają się z powrotem, odegrać dramatyczne rozstanie i triumfalnie odejść ku zachodowi słońca jako wolna kobieta. Idealna formuła!
Tyle że w moich błyskotliwych obliczeniach pojawiła się jedna fatalna nieuwzględniona zmienna. Mój udawany chłopak Kaylen całuje tak, że kompletnie wyłącza mi się analityczne myślenie. A spontaniczny seks „dla rozładowania stresu” burzy wszystkie mozolnie wzniesione życiowe bariery.
Wygląda na to, że mój idealnie skalibrowany system zaliczył krytyczną awarię. A najgorsze jest to, że wcale nie chcę go naprawiać.